Road trip 2019 część druga – Montana, Wyoming, South Dakota i Nebraska


Load More


Po kilku dniach spędzonych w Kanadzie wróciliśmy do USA. Nasz plan road tripu po North-West Usa & Canada zakładał zwiedzenie pięknego Glacier National Park w stanie Montana, kultowego Yellowstone National Park w Wyoming. Tych dwóch parków (i może jeszcze zielonego Oregonu) nie mogliśmy się doczekać najbardziej z całej wyprawy. Nie zawiedliśmy się – zrobiły na nas ogromne wrażenie. W South Dakota punktem docelowym były Mt Rushmore i Badlands National Park, a w przez Nebraskę po prostu przejechaliśmy i wypiliśmy kawę w drodze do Colorado.

Montana – Big Sky Country

Słyszeliście kiedyś cokolwiek o stanie Montana?

My też nie.

Dlatego nie mogliśmy się doczekać, by zobaczyć jak wygląda życie w Montanie.

Zawsze ciągnie nas do tych mniej komercyjnych miejsc. Większy urok mają prawdziwe, niekomercyjne stany, niż nieco nadmuchane aglomeracje typu Los Angeles (co nie zmienia faktu, że każdy wielbiciel USA choć raz powinien zobaczyć LA). Montana to trzeci największy stan kontynentalny USA, a ludności tam trochę więcej niż 1 milion (czyli trochę więcej niż połowa Warszawy. Największe miasto ma nieco ponad 100 tysięcy mieszkańców i nazywa się Billings. Też nigdy o nim nie słyszeliśmy.

Już po przekroczeniu granicy z Kanadą zaczęły pojawiać się pierwsze krowy chodzące wolno po poboczach. Kawałek dalej na horyzoncie zaczęły pojawiać się pierwsze gospodarstwa na tle ogromnych lodowców, a telefon dalej pokazywał ”no service”.

Welcome to Montana.

Glacier National Park

Glacier NP graniczy z prowincją Alberta w Kanadzie i znajduje się na samej północy USA. Parki w Kanadzie, o których pisaliśmy w poprzedniej części, postawiły wysoko poprzeczkę. Wjechaliśmy w region Many Glaciers i naszym oczom ukazały się piękne wystrzelone w górę granitowe szczyty z przebijającym się śniegiem oraz ogromna ilość zieleni otaczająca szczyty. Wiedzieliśmy, że Park Narodowy Glacier, będący ikoną stanu Montana przebije kanadyjskie parki.

Ruszyliśmy na szlak. Padło na piękny Iceberg Lake Trail, który wg portalu alltrails.com (który szczerze polecamy każdemu kto planuje choć trochę chodzić po parkach narodowych USA) jest w top 3 szlaków na Glacier NP. Było cudownie, zapierało dech w piersiach co chwilę. Jedyne co nie przewidzieliśmy to to, że nowe buty górskie mogą powodować odciski. Tak też się stało, po przejściu 16km Kasia mogła chodzić przez kolejne dni tylko w japonkach.

W Glacier NP wszędzie wypatrywaliśmy niedźwiedzi. Wszędzie ostrzegali, żę grizzly i black bears występują w parku powszechnie. Gdzieś tam jest chęć żeby zobaczyć niedźwiedzia z bezpiecznej odległości, najlepiej po drugiej stronie rzeki i odgrodzonego jakąś przepaścią. Jednak świadomość możliwej obecności niedźwiedzi powoduje pewne napięcie gdzieś z tyłu głowy. Jest taka niepewność, gdy widzisz idealne miejsce do bytowania niedźwiedzia. Tym bardziej, jeśli rosną tam piękne krzaki jagód.

Tak, ponoć niedźwiedzie jedzą głównie jagody. My przekonaliśmy się, że nie tylko… Ale o tym później.

Niedźwiedzia nie widzieliśmy, jednak trwaliśmy dalej w lekkim napięciu. W kolejnym Parku Narodowym, który odwiedziliśmy okazało się, że niedźwiedzi też był dostatek.


Glacier National Park, Montana, to niewątpliwie jeden z najpiękniejszych parków górskich jakie widzieliśmy. Atrakcją jest też droga going-to-the-sun road gdzie jedzie się pomiędzy lodowcami, gdzie każdy kolejny punkt widokowy zachwyca bardziej od poprzedniego. Park jest niesamowity, wyjeżdżając byliśmy przekonani, że zajmie miejsce nr 1 w subiektywnym rankingu Parków Narodowych USA, aż dojechaliśmy do…

Yellowstone National Park, Wyoming (plus Montana i Idaho)

Zanim o Yellowstone to jeszcze kilka zdań na temat stanu Montana.

Stan nas zachwycił swoją dzikością, takim slow life’em lokalnych ludzi. Przyzwoite domy które oglądaliśmy w lokalnych gazetach nad Flathead Lake były po $200 tys, a w salonach samochodowych i komisach wystawione były jedynie wielkie pick-up’y. Wszystko to dawało nam obraz miejsca idealnego na emeryturę.


Btw, cztery razy już dostaliśmy komunikat na dv lottery – „has not been selected” ale gramy dalej !


Yellowstone ? Każdy słyszał, że najstarszy, że ogromny, że 4 miliony turystów rocznie, że gejzery i kolorowe gorące źródła i że związany jest w jakiś tam sposób z wulkanem.

Dokładnie rzecz biorąc Yellowstone National Park leży na powierzchni superwulkanu. Przez to, że magma pływa sobie kilka kilometrów pod powierzchnią ziemi i nieustanie ogrzewa wodę ( a magmy jest tyle, że można by było wypełnić nią Grand Canyon 11 razy!), do tego w Yellowstone ma miejsce ok 1000 trzęsień ziemi rocznie, można tu spotkać niesamowite zjawiska geotermalne. Strzelające na kilkadziesiąt metrów do góry gejzery, gorące źródła w kolorach tęczy, buchające parą wodną szczeliny w ziemi czy też wulkany błotne. W wielu rejonach parku dodatkowo nieustannie unosi się zapach siarkowodoru czyli zepsutego jajka. Można się przyzwyczaić.

Nasze wrażenia z Yellowstone

Nie będziemy oryginalni. Najstarszy na świecie Park Narodowy jest niesamowity. Zachwyca różnorodnością, wielkością, dziką naturą oraz geologią.

Samochodem po parku przez 4 dni zrobiliśmy kilkaset kilometrów. Odległości są duże ale przez to ta duża ilość turystów gdzieś się rozkłada.

Dzika natura w Yellowstone? Proszę bardzo.

Widzieliśmy węża, który przepełznął pół metra przed Kasi stopą. Widzieliśmy też cztery niedźwiedzie grizzly ucztujące na zmianę przy martwym bizonie. Mowa o bizonach – są wszędzie. Kilkukrotnie powodowały spowolnienie ruchu do 5 km/h, gdy szły drogą przez kilka km i za nic w świecie nie można było ich wyprzedzić. Był też kojot, łoś, antylopy, świstaki. Sarny i jelenie przestały już na nas robić wrażenie pierwszego dnia, tak było ich dużo.

Niedźwiedzie zepsuły nasze wyobrażenia z Glacier National Park, o których pisaliśmy wcześniej. Woleliśmy myśleć, że jedzą tylko te jagody. Samych Grizzly w YNP jest zliczonych ok 1000, misiów czarnych jeszcze nie policzono.

Spaliśmy na kempie przy samym lesie, więc wyobraź sobie to uczucie gdy wstajesz w środku nocy do toalety i słyszysz jakiś szmer między drzewami. Na szczęście wszystkie dźwięki wydawały z siebie tylko wiewiórki, niedźwiedzie chyba nie lubią kempingów. Uff.

Grand Teton National Park – kraina wielkich piersi

Kolejny przystanek to Park Narodowy Grand Teton. Park pozostający w cieniu swojego sąsiada Yellowstone pod względem powierzchni, różnorodności i popularności.

Teton – fr. cycek, pierś. Skąd taka nazwa? Pochodzi z francuskiego. Traperzy francuskojęzyczni skojarzyli sobie szczyty lodowców z kobiecymi piersiami. Sprawa dyskusyjna, z piersiami to niewiele ma wspólnego, ale prawdopodobnie eksploratorzy byli zbyt długo poza domem, z dala od swoich kobiet. Geneza nazwy robi się wówczas nieco bardziej zrozumiała.

Zaplanowaliśmy na Grand Teton NP tylko pół dnia. A szkoda. Przydałby się jeden dodatkowy dzień. Nasze zwiedzanie ograniczało się tylko do punktów widokowych, kąpieli w jeziorze String Lake i jednego krótkiego hike’u.

Wyoming -> South Dakota

Wyoming wygląda jak jedna duża wioska. Jadąc do Południowej Dakoty mijaliśmy pojedyncze miasteczka oddalone od siebie o kilkadziesiąt km, gdzieniegdzie rozsiane gospodarstwa rolne i hodowle bydła.

W niejakim miasteczku Dubois zatrzymaliśmy się w Steakhouse. Byliśmy prawdopodobnie jedynymi turystami, a wszystkie stoły były pozajmowane przez kowbojów i kowbojki. Zrobiliśmy sobie kilkudaniową kowbojską ucztę i jedliśmy najlepszego steka w życiu. Miła odmiana po delikatnie mówiąc „kiepskim” jedzeniu z palnika w Yellowstone.

South Dakota zrobiła nie zrobiła na nas dużego wrażenia. Jechaliśmy przez góry czarne, przez piękne miasteczko Custer, gdzie domy stały między skałami. To było super. Ale dotarliśmy do Crazy Horse Memorial. Mimo, że jesteśmy troche dumni, że dłuto przykładał rzeźbiarz pochodzenia polskiego, to i tak było to najgorzej wydane $24 na wyjeździe. No może poza $10 wydanymi na kiepską kawę przelewową w Yellowstone, którą trzeba było od razu wyrzucić bo wchodziliśmy akurat na łódkę. Posąg widzieliśmy z bardzo dużej odległości a muzeum na terenie memorialu za wiele nie wniosło do naszego życia.

Ruszyliśmy do Mt Rushmore czyli kultowego miejsca dla wszystkich Amerykanów. Cieszymy się, że zobaczyliśmy, bo było to na naszym bucket list . Niestety platforma była w remoncie więc znów widzieliśmy wszystko z daleka. Trudno.

Według pierwotnego planu mieliśmy zostać w Custer State Park ale padło na oddalony o 150km Badlands National Park. Stwierdziliśmy, że skoro jesteśmy tak blisko to aż nie wypada zobaczyć tych gór, skamielin i wielkich prerii. Wizyta w Badlands to sympatyczny wypad na jeden dzień.

Największe wrażenie zrobiły na nas wszechobecne pieski preriowe, czyli takie duże wiewiórki. Kopią one sieci korytarzy pod ziemią tworząc swojego typu miasta podziemne. Urocze zwierzaki choć płochliwe.

Badlands było ładne, choć po zobaczeniu Yellowstone, Glacier, i Piersiach oczekiwaliśmy trochę więcej.

Kilka słów o Nebraska

Ruszyliśmy dalej przez Nebraskę w stronę Colorado. W Nebrasce wypiliśmy kawę i przejechaliśmy kilkaset km. Google Maps nas prowadziło trasą najszybszą czyli 40 mil off-road przez pola. Nasz Grand Cherokee spisał się wyśmienicie, teraz czeka nas wizyta na myjni. Choć właśnie zbiera się na burzę więc może przyoszczędzimy kilka $$$.

Mamy wrażenie, że Nebraska jest bardzo podobna do Polski. Dominują tu ciągnące się po horyzont pola na rozległych równinach. Nie możemy jednak nic więcej powiedzieć, bo spędziliśmy tu tylko kilka godzin.

To be continued

Zaraz wjeżdżamy do Colorado. Od teraz robi się jeszcze bardziej intensywnie. Dodatkowo nie będziemy robić już długich tras autem jak to miało miejsce dotychczas. Pierwszy stop to kilka dni w Rocky Mountain National Park czyli wracamy w Góry Skaliste.

Gdy kończymy pisać ten post mamy na liczniku 4896,8 km i mija 17 dzień podróży. Na szczęście to jeszcze nawet nie połowa.


Pamiętaj też by sprawdzać na bieżąco nasz fanpage na Facebook’u i Instagramie. Tam znajdziesz więcej relacji i zdjęć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.